Budzę się w białej sali. Jest w niej tylko jedno okno oraz dość małe drzwi. Widzę także, że jestem przypięta do rurek. Obok mojego łóżka jest małe krzesło. Widzę na nim Peetę. Śpi. Jak on słodko wygląda. Lubię patrzeć gdy tak siedzie obok mnie. Teraz przypominają mi się czasy areny, gdy byliśmy w jaskini i walczyliśmy o życie. Ale tamto to przeszłość. Teraz zastanawiam się czemu nie umarłam. I znów będę sama....
Peeta się budzi i przeciąga. Ja udaję, że śpię. On przez chwilę na mnie patrzy. Potem podchodzi i całuję mnie w czoło. I słyszę jak szepcze mi do ucha:
-I tak wiem, że nie śpisz- a ja się uśmiecham i otwieram oczy.
Patrzę w jego piękne niebieskie oczy i zatapiam się w ich głębi. Nie mogę się oderwać, gdy nagle wchodzi Haymitch.
-Widzę skarbie, że zaszczyciłaś nas swoją obecnością-mówi to z przekąsem, ale ja widzę jak się uśmiecha. Widzę na jego twarzy coś na kształt ulgi. A może mi się wydaje?
-Cześć, Haymitch- odpowiadam cicho.-Co tam u was?
-Po co to zrobiłaś?- Peeta patrzy na mnie z wyrzutem
-Ale co?- pytam się.
-Nie pamiętasz? Chciałaś się zabić, skarbie- odpowiada za Peetę Haymitch.
Teraz przypomniałam sobie sytuację z grzybami. Co mam odpowiedzieć? Milczę
-Odpowiesz?- niecierpliwi się Peeta.
-Bo myślałam, że mnie już nie kochasz- odpowiadam ledwo dosłyszalnym szeptem.- Że o mnie zapomniałeś.
-Ja? Nigdy! Myślałem, że ty nie chcesz mnie znać. Tego dnia przyszedłem do ciebie, aby porozmawiać. Gdy wszedłem zobaczyłem cię leżącą na podłodze i trzymającej coś w ręce. Zauważyłem, że to trujące grzyby. Od razu pobiegłem do Haymitcha i pojechaliśmy do szpitala.
Wtedy wchodzi lekarz. Cały ubrany na biało, z niebieską teczką w dłoni. Widzę, że przegląda moją kartę pacjenta. I wreszcie mówi:
-Panno Everdeen. Miała pani bardzo duże szczęście, że pani przeżyła. Te grzyby są bardzo mocno szkodliwe, a pani także zażyła ich dużo. Musieliśmy robić płukanie żołądka.
Nagle czuję, że robi mi się słabo, czuję, że Peeta mnie przytrzymuje. Co płukanie żołądka? Co ja zrobiłam? Mogłam stracić wszystko!
Po kilku minutach lekarz wychodzi, Haymitch także. Zostaję ja z Peetą. Sami. Zalega krępująca cisza, nikt się nie odzywa. Peeta przerywa ciszę.
-Myślałem, że mnie nie kochasz. Że chcesz przerwać naszą znajomość.
-Ja? Ja nigdy bym tego nie zrobiła. Przepraszam....
-To nie twoja wina Katniss. To ja ciebie zostawiłem, a widziałeś, że masz depresję po podwójnym pobycie na arenie. Ja....
Zamykam mu usta pocałunkiem. Nie wymuszonym. On go odwzajemnia. Jednak czuję, że Peeta przerywa tę chwilę.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. Na zawsze.
-Na zawsze- szepcze mi do ucha.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teraz trochę dłuższy post. Zapraszam do komentowania. Pozdrawiam wrotka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz